niedziela, 27 marca 2011

W niewoli pana S. cz. I

Teoretycznie jest 15 po północy, więc znowu wpis pojawia się w poniedziałek. Ale wg czasu zimowego jest jeszcze niedziela, więc czuję się usprawiedliwiony. Dzisiaj tylko pierwsza część opowiadania, nie mam już siły siedzieć i pisać. Drugą część postaram się skończyć do środy, ale jeżeli mi się nie uda, to już na pewno pojawi się w niedzielę za tydzień. Miłej lektury.

* * *


Do małego pokoju przez okienko pod sufitem wpadało trochę światła, wędrującego powoli po podłodze. Kiedy dotarło na środek pomieszczenia, zastało tam drewniane krzesło, z siedzącym na nim mężczyzną. Głowę opartą miał na piersi i zdawał się drzemać. Naprzeciw niego widać było uchylone drzwi, zza których dobiegały ciche dźwięki groteskowej, jakby cyrkowej muzyki. Kiedy promienie słońca dotarły do twarzy mężczyzny, ten ostrożnie otworzył oczy.

Powoli do jego świadomości napływały kolejne informacje. Okropny ból głowy, suchość w ustach. Ręce skrępowane za plecami. Przez chwilę jego uwagę zajął spacerujący po podłodze żuk, który jednak w końcu dotarł do uchylonych drzwi i zniknął z pola widzenia. Z braku innych zajęć, mężczyzna zasnął.

Kiedy się obudził, otaczał go mrok. Przez chwilę miał jeszcze przed oczami obrazy snu, jakiś ciemny park, zaniedbany dworek, pomarszczony starzec, wielkie chmary much. I ostatnie wspomnienie, szara pustynia piasku, którym okazał się być śpiący. Wszystko to układało się w jakąś posępną opowieść, jednak jej sens pozostawał dla mężczyzny ukryty. Nagle jęk otwieranych drzwi rozproszył ciszę, a chwilę później przeraźliwie białe światło jarzeniówki to samo zrobiło z ciemnością, co na kilka sekund oślepiło siedzącego.

Gdy już odzyskał wzrok zobaczył, że jakaś postać krząta się wokół niego, rozstawiając jakąś dziwną aparaturę, niby jakiś wielki odkurzacz, z którego wystawała długa ssawka. Tajemniczy osobnik w końcu uporał się z robotą, kwitując to cichym mruknięciem. Nacisnął jakiś przycisk, a z maszyny wydobyło się ciche brzęczenie. Wtedy sięgnął po ssawkę i wepchnął ją siedzącemu do ust, rozwierając je najpierw siłą. Skrępowany mężczyzna poczuł jak obrazy ze snu powoli rozmazują się, jednocześnie z "odkurzacza" zaczęły wysuwać się powoli zadrukowane kartki papieru. Po chwili mężczyzna stracił przytomność.

* * *

Do znanego już nam pokoju wpadało światło, budząc jegomościa siedzącego pośrodku. Po podłodze niespiesznie spacerował sobie żuk. Kiedy zniknął za drzwiami, mężczyzna postanowił za wszelką cenę pójść w jego ślady. Zaczął szarpać rękoma, jednak więzy na plecach były bardzo solidne. Wtedy nie mając innego pomysłu, zaczął kiwać się na krześle, tak, że w końcu zdołał się przewrócić, ale przy tym uderzył głową w posadzkę i stracił przytomność.

Gdy się ocknał, poczuł ostry ból dłoni. Okazało się, że przy upadku oparcie krzesła połamało się, raniąc mu ręce. Nie zajmowało to jednak za długo jego myśli, najważniejsze było to, że w końcu mógł stanąć na nogach, mimo  tego, że dalej pozostał skrępowany. Długo podnosił się z posadzki, ale w końcu udało mu się i zrobił kilka chwiejnych kroków. Podszedł do drzwi i pchnął je lekkim kopnięciem.

Znalazł się w kolenym pokoju, na środku stało zawalone papierami biurko, a w kącie dziwna, podobna do odkurzacza maszyna. Tutaj światło również wpadało do środka przez małe okienko pod sufitem. Nagle jego wiązka trafiła między kartkami na jakiś metalowy przedmiot, który z radości aż błysnął. Nożyk do otwierania listów! Mężczyzna podszedł, a ponieważ ręce związane miał na plecach, stanął tyłem do biurka i gorączkowo, na oślep wodził po nim palcami, aż poczuł zimny dotyk metalu. Wtedy szybkimi ruchami zaczął piłować krępujący go sznur, nie raz się przy tym raniąc.

W końcu przecięte pęta padły na ziemię. Mężczyzna zaczął rozcierać zdrętwiałe nadgarstki i ruszył w stronę kolejnych drzwi. Przez chwilę się zawahał, bojąc się, co też się za nimi znajduje.

CDN

niedziela, 20 marca 2011

Narracja po raz kolejny...

Przy okazji każdego wpisu na blog, muszę stoczyć ciężką batalię ze swoim lenistwem. Niestety tydzień temu nawiązało ono nagły sojusz z przeziębieniem i poniosłem straszliwą klęskę. Jeśli ktoś się poczuł zawiedziony, że nie było wpisu, to serdecznie przepraszam ;). Tymczasem udało mi się napisać coś dzisiaj, tak więc zapraszam do lektury.

***

Ostatnio odkryłem u siebie dziwną skłonność. Polega ona na tym, że wszystko co spotyka mnie w życiu odruchowo ubieram w narrację. Przykładowo patrzę za okno, pada deszcz, a w mojej głowie pojawia się od razu myśl: "krople deszczu uderzając o szybę, wybijały posępny rytm, doskonale pasujący do melancholijnej muzyki moich myśli." Kiedy tylko zdałem sobie z tego sprawę, zaczęło mnie to straszliwie irytować. Próbowałem więc tę dziwną skłonność zwalczyć.

Nie spodziewałem się, że będzie to takie trudne. Czasami wydawało mi się, że ktoś na siłę wtłacza mi do głowy niecchciane słowa. Próbowałem więc zająć głowę czymś innym, na przykład czytaniem książki. Ale znowu, zamiast skupić się na treści, moje myśli przybierały kształt narracji, opisywały to, że siedzę z książką, albo to, jak bohater powieści odzwierciedla moje wewnętrzne przeżycia.

Pewnego dnia szedłem sobie chodnikiem, z całych sił walcząc z myślami. Było szaro, deszczowo i wietrznie, co sprawiało dodatkowy problem, gdyż nie wiedząc czemu, mój wewnętrzny narrator wyjątkowo sobie upodobał melancholię. Nagle tknęło mnie przeczucie, że ktoś mnie obserwuje. Podniosłem wzrok, do tej pory wbity w ziemię i rozejrzałem się. Kątem oka dostrzegłem jakiś cień, który szybko schował się w bramę. Przyspieszyłem kroku, co chwila rozglądając się nerwowo.

Postanowiłem sprawdzić, kto mnie śledzi (i czy w ogóle ktoś), więc skręciłem w boczną uliczkę i schowałem się w drzwiach kamienicy. Po chwili faktycznie moją kryjówkę minął kurpulentny człowieczek, rozglądający się nerwowo. Kiedy zorientował się, że mnie zgubił, odwrócił się, a ja wtedy wyszedłem z cienia. Na mój widok mężczyzna próbował czmychnąć, ale nim zdążył zrobić krok, złapałem go za ramię i przyparłem do muru.

- Czego chcesz ode mnie?- wyjęczał, ale jego rozbiegane oczy zdradzały, że nie jest tylko przypadkowym przechodniem.
- To ja powinienem zadać to pytanie- odpowiedzałem spokojnie, zacieśniając chwyt na jego ręce.
- Wszystko co chcesz wiedzieć znajdziesz w mojej kieszeni- wyjąkał. Sięgnąłem więc do niej, a moje palce natrafiły na złożoną kartkę papieru. Kiedy ją wyciągałem, musiałem poluzować chwyt, gdyż mężczyzna wyrwał mi się i czym prędzej czmychnął. Nie chciało mi się ganiać za nim na deszczu, więc schowałem się z powrotem w futrynie drzwi i rozłożyłem papier. To co tam zobaczyłem w pierwszym momencie mnie bardzo zdziwiło. W drugim wszystko ułożyło się w spójną całość. Zrozumiałem wreszcie źródło mojej dziwnej skłonności. I przestałem z nią walczyć.

Na karteczce napisane było jedno zdanie: "Baranie! Jesteś głównym bohaterem filmu noir! Musisz prowadzić wewnętrzną narrację."

KONIEC

niedziela, 6 marca 2011

Narratorem być.

Dzisiaj udało mi się napisać przed północą :). Ale z drugiej strony będzie bardzo krótko. Zapraszam do lektury.

* * *
Zmęczone po całodniowym biegu czerwone słońce powoli chowało się za taflę morza. Na jeden moment wszystko przybrało ciepłe barwy, towarzysząc mu w tej drodze. Łagodny szum fal przerywały z rzadka krzyki mew. Wydawało się, że...

-Halo, kochanie? Słyszysz co mówię?
-Hmm? A, tak, przepraszam, zamyśliłem się...

Pośród niezmierzonych połaci złotego piasku, siedziało na plaży dwoje osób, chłopak i dziewczyna – wtuleni w siebie, delektowali się magiczną scenerią wieczoru...

-Hej, jesteś tam? Zadałam ci pytanie!
-Przepraszam, znowu się zamyśliłem.
-O czym ty tam tak zamyślasz, co?!
-A, to głupie, przepraszam... Robię narrację.
-No to przestań, bo mówię ci o czymś dla mnie ważnym!

Idealny spokój morskiego szumu został zakłucony. Krzyk niepodobny do krzyku mew rozdarł powietrze. Chłopak dostrzegł coś niepokojącego w twarzy towarzyszki. Jej skóra zaczęła przybierać niezdrowego, zielonego odcienia, a nerwowy oddech wylatujący z nozdrzy miał postać smużek dymu. I to wściekłe spojrzenie oczu, przeciętych cienkimi pionowymi źrenicami, jak u kota...

-Mam dość! Niby na mnie patrzysz, ale w ogóle mnie nie słuchasz! Ciągle w swoim świecie! Idę stąd!
-A idź, głupia smoczyco! Już i tak mi zniszczyłaś idealną scenę!

Dziewczyna wstała i rozpostarła błoniaste skrzydła, po czym wzniosła się w powietrze. A chłopak odetchnął z ulgą i położył się na plecach. Nareszcie mógł w spokoju pomyśleć.

KONIEC

To tak z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet ;). Miłym Paniom życzę wszystkiego najlepszego (niemiłym najlepszego, ale trochę mniej). Do przeczytania za tydzień!