Przy okazji każdego wpisu na blog, muszę stoczyć ciężką batalię ze swoim lenistwem. Niestety tydzień temu nawiązało ono nagły sojusz z przeziębieniem i poniosłem straszliwą klęskę. Jeśli ktoś się poczuł zawiedziony, że nie było wpisu, to serdecznie przepraszam ;). Tymczasem udało mi się napisać coś dzisiaj, tak więc zapraszam do lektury.
***
Ostatnio odkryłem u siebie dziwną skłonność. Polega ona na tym, że wszystko co spotyka mnie w życiu odruchowo ubieram w narrację. Przykładowo patrzę za okno, pada deszcz, a w mojej głowie pojawia się od razu myśl: "krople deszczu uderzając o szybę, wybijały posępny rytm, doskonale pasujący do melancholijnej muzyki moich myśli." Kiedy tylko zdałem sobie z tego sprawę, zaczęło mnie to straszliwie irytować. Próbowałem więc tę dziwną skłonność zwalczyć.
Nie spodziewałem się, że będzie to takie trudne. Czasami wydawało mi się, że ktoś na siłę wtłacza mi do głowy niecchciane słowa. Próbowałem więc zająć głowę czymś innym, na przykład czytaniem książki. Ale znowu, zamiast skupić się na treści, moje myśli przybierały kształt narracji, opisywały to, że siedzę z książką, albo to, jak bohater powieści odzwierciedla moje wewnętrzne przeżycia.
Pewnego dnia szedłem sobie chodnikiem, z całych sił walcząc z myślami. Było szaro, deszczowo i wietrznie, co sprawiało dodatkowy problem, gdyż nie wiedząc czemu, mój wewnętrzny narrator wyjątkowo sobie upodobał melancholię. Nagle tknęło mnie przeczucie, że ktoś mnie obserwuje. Podniosłem wzrok, do tej pory wbity w ziemię i rozejrzałem się. Kątem oka dostrzegłem jakiś cień, który szybko schował się w bramę. Przyspieszyłem kroku, co chwila rozglądając się nerwowo.
Postanowiłem sprawdzić, kto mnie śledzi (i czy w ogóle ktoś), więc skręciłem w boczną uliczkę i schowałem się w drzwiach kamienicy. Po chwili faktycznie moją kryjówkę minął kurpulentny człowieczek, rozglądający się nerwowo. Kiedy zorientował się, że mnie zgubił, odwrócił się, a ja wtedy wyszedłem z cienia. Na mój widok mężczyzna próbował czmychnąć, ale nim zdążył zrobić krok, złapałem go za ramię i przyparłem do muru.
- Czego chcesz ode mnie?- wyjęczał, ale jego rozbiegane oczy zdradzały, że nie jest tylko przypadkowym przechodniem.
- To ja powinienem zadać to pytanie- odpowiedzałem spokojnie, zacieśniając chwyt na jego ręce.
- Wszystko co chcesz wiedzieć znajdziesz w mojej kieszeni- wyjąkał. Sięgnąłem więc do niej, a moje palce natrafiły na złożoną kartkę papieru. Kiedy ją wyciągałem, musiałem poluzować chwyt, gdyż mężczyzna wyrwał mi się i czym prędzej czmychnął. Nie chciało mi się ganiać za nim na deszczu, więc schowałem się z powrotem w futrynie drzwi i rozłożyłem papier. To co tam zobaczyłem w pierwszym momencie mnie bardzo zdziwiło. W drugim wszystko ułożyło się w spójną całość. Zrozumiałem wreszcie źródło mojej dziwnej skłonności. I przestałem z nią walczyć.
Na karteczce napisane było jedno zdanie: "Baranie! Jesteś głównym bohaterem filmu noir! Musisz prowadzić wewnętrzną narrację."
KONIEC
Jan napisał, wiele razy napisał o tym, jak ktoś (alter ego głównego bohatera?) skrywa się za rogiem, czai się w bramie.
OdpowiedzUsuńCzy podkreśla tym sposobem potrzebę wewnętrznej integracji?
A może to po prostu wezwanie do otwartości na drugiego człowieka, który, tak samo jak my sami, niesie ze sobą pewną tajemnicę?
http://luckrownia.blogspot.com/