niedziela, 3 kwietnia 2011

W niewoli pana S. cz. II

Dzisiaj obiecana część druga opowiadania sprzed tygodnia. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.

***

W końcu zdecydował się ruszyć dalej i otworzył drzwi. Za nimi znajdowało się kolejne pomieszczenie, tym razem jednak było ono ogromne. Ściany i sufit znajdowały się tak daleko obserwatora, że w pierwszym momencie wydawało się, że stoi się na otwartej przestrzeni. Mężczyzna ruszył przed siebie, w nadziei, na znalezienie wyjścia.

Kiedy tak wędrował przed siebie, zauważył, że powietrze wokół niego faluje, jakby z gorąca. Jednak temperatura była raczej chłodna. Zdało mu się, że przezroczyste powietrze przybiera jakieś kształty, na tyle niewyraźne, że nie dało się ich dostrzec, jednak na tyle wyraźne, że nie sposób było je przeoczyć.

W końcu mężczyzna dostrzegł przed sobą wyraźnie ścianę, a w niej jakby kolejne drzwi, więc przyspieszył kroku, chcąc w końcu opuścić to dziwne miejsce niewoli. Jednak kiedy się zbliżył, zauważył, że to nie drzwi widnieją w ścianie, ale duże, prostokątne lustro. Podszedł więc do niego i spojrzał na siebie.

Zniszczony człowiek o bardzo posępnym spojrzeniu. Coś w tym jego odbiciu było przygnębiającego. A także coś bardzo niepokojącego. Kiedy tak patrzył na swe lustrzane alter ego, ono nagle mrugnęło. Tego już było za wiele, mężczyzna podszedł z wściekłym spojrzeniem do lustra, a jego odbicie zamiast się zbliżyć, zrobiło kilka kroków w tył.

-Tylko spokojnie- powiedział człowiek za szklaną taflą - Jestem pewien, że możemy to załatwić jak dorośli ludzie.
-Kim jesteś? I... Kim ja jestem? - zapytał mężczyzna i nagle zdał sobie sprawę, że nie pamiętał już, kiedy ostatnio słyszał dźwięk swojego głosu.
-Tak się składa, że odowiedź na oba te pytania jest taka sama. A w zasadzie nie, zupełnie inna. - odpowiedziało "odbicie" i uśmiechnęło się tak trochę złośliwie, ale jednocześnie życzliwie.

Mężczyzna spojrzał na siebie, a zarazem na kogoś zupełnie innego. Od tego wszystkiego zaczynała go boleć głowa. A może bolała już wcześniej, tylko on dopiero teraz to sobie uświadomił?

-Nie jest łatwo wyjaśnić ci wszystkiego w jednym krótkim zdaniu - kontynuował człowiek z lustra. - Ale to nie powinno ci przeszkadzać, mamy dużo czasu. Spocznij sobie, widzę, że jesteś bardzo zmęczony.
Skołowany mężczyzna zobaczył za sobą w lustrze fotel. Nie odwracając głowy sięgnął ręką w tył i wymacał miękkie oparcie. Wciąż nie patrząc za siebie usiadł na fotelu, jego podejrzane odbicie tym razem robiło wszystko tak samo, jak on. Po kilku chwilach siedzenia i patrzenia sobie w oczy, człowiek z lustra postanowił kontynuować.

-Jesteśmy pisarzem. Nazywamy się Jan Stryjecki. To jest nam wspólne. Jednak jednocześnie jesteśmy kimś innym. Ciebie nazywają Kreatywnością. Ja jestem Dozorcą. Jest nas tutaj dużo więcej. Jednak ty jesteś najważniejszy.
-Wszystko zaczęło się od tego, że postanowił... Postanowiłem... Postanowiliśmy okiełznać swoją wyobraźnię. To przecież czyni każdy pisarz. Jednak my mieliśmy lepszy pomysł. Zauważ, że doskonałe pomysły często rodzą się w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy nie masz czasu, siły, lub ochoty na przelewanie ich na papier. Postanowiliśmy sobie z tym poradzić. Wykrystalizować swoją kreatywność i zmusić ją do nieustannego działania. I wysysać efekty jej pracy wtedy, gdy mamy na to czas, siłę i ochotę.
-Krystalizacja się powiodła bardzo dobrze. Powiedziałbym, że aż za dobrze. Powstałeś ty - osoba. Czujesz, myślisz, śnisz. Niestety musieliśmy się pogodzić z twoim bólem. Jest to cena za coś czego nie ma nikt inny - za sny czystej Kreatywności. Twoje sny są wspaniałe, wprost same się piszą.
-A teraz wybacz, ale niestety jesteś dla nas zbyt cenny, by pozwolić ci bezkarnie panoszyć się po komnatach naszego Umysłu.

Nagle jego odbicie wyciągnęło zza pazuchy mały pistolet i przyłożyło sobie do skroni. A mężczyzna zdał sobie sprawę, że jego ręka także trzyma broń, przyłożoną do głowy. Zanim zdążył zareagować, jego palec bezwiednie pociągnął za spust.

***

Do małego pokoju przez okienko pod sufitem wpadało trochę światła, wędrującego powoli po podłodze. Na środku na krześle siedział wymizerowany mężczyzna. Właśnie wybudził się ze snu. Był to bardzo dziwny sen, nie pamiętał dokładnie całości, ale tuż przed przebudzeniem wydawało mu się, że rozmawia ze swoim odbiciem w lustrze. A potem strzelił sobie z pistoletu w głowę. "Może to był tylko dziwny sen - pomyślał Kreatywność - tylko ten ból skroni... Jest taki realny."

KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz