niedziela, 20 lutego 2011

Ulicznego grajka opowieści kilka

Dzisiaj się bawiłem na koncercie, więc wpis znowu przesunięty, ale mimo wszystko udało mi się coś napisać, także miłej lektury.


***

Nie wiem, czy zwracasz czasem uwagę na ulicznych muzyków, których mijasz nieraz, idąc ulicą. Ja przeważnie staram się ich nie zauważać, chociaż raz jeden spotkałem grajka, który utkwił mi w pamięci na długie lata.

Był właśnie deszczowy, jesienny dzień, ludzie z pochylonymi głowami spieszyli każdy w swoim kierunku. Ja, tak jak oni, zmierzałem prawie biegnąc i pewnie nie zwróciłbym na nic uwagi, gdybym nie musiał zawiązać sznurówki. Przykucnąłem w bramie, a wtedy usłyszałem tę dziwną, smutną melodię, która już chyba na zawsze zostanie w mojej pamięci. Podniosłem głowę i przez strugi deszczu zobaczyłem w bramie naprzeciwko faceta około sześćdziesiątki, który oparty o ścianę grał z zamkniętymi oczami na harmonijce. Było w tej piosence coś magnetycznego, co kazało mi wyjść z suchego schronienia i przez mokrą ulicę podejść bliżej.

Kilka długich minut słuchałem, a on nieświadomy mojej obecności grał dalej. W końcu skończył i otworzył oczy. Najpierw spojrzał na ulicę i dopiero po chwili zdał sobie sprawę że go obserwuję.

- O, witam publikę! Chodź, coś zjemy, zgłodniałem od tego grania, a tu niedaleko jest fajna knajpka. - kiedy się odezwał, zdziwił mnie kontrast pomiędzy jego chropawym, brudnym głosem, a łagodną muzyką, którą przed chwilą grał.

Nieznajomy nie mówiąc już nic więcej, ruszył przez strugi deszczu, nie oglądając się za siebie. A ja poszedłem za nim i do dzisiaj się zastanawiam co mną wtedy kierowało.

Szliśmy jakiś czas mokrymi ulicami, aż w końcu mój towarzysz wszedł w drzwi jakiegoś lokalu. Gdy przekroczyłem za nim drzwi, od razu otoczyło mnie ciepło i błogi zapach pieczonego mięsa. Siadł przy stole, ja naprzeciwko niego i chwilę tak siedzieliśmy w milczeniu nie patrząc na siebie.

W końcu grajek zaczął opowiadać mi różne historie, mniej lub bardziej nieprawdopodobne, z nim samym w roli głównej. Wynikało z nich, że przez ostatnie lata zwiedził naprawdę wielki kawałek świata. Ja tylko słuchałem, co jakiś czas zastanawiając się, jakim cudem siedzę w knajpie naprzeciwko tego dziwnego kolesia, którego znałem od kilkunastu minut.

Po barwnym opisie jednej z przygód, mężczyzna zamilkł na długą chwilę i wbił wzrok w zalewane deszczem okno. W końcu powiedział:

-Wiesz, kiedyś byłem muzykiem, takim profesjonalnym. Komponowałem, dawałem koncerty. Byłem zadowolony ze swojego życia. Pewnego dnia przeczytałem w gazecie artykuł o samobójcy, którego znaleziono powieszonego w pokoju, gdzie gramofon odtwarzał jeden z moich utworów. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że moje dzieła mogą komuś towarzyszyć w takim czynie. A co, jeśli to właśnie moja muzyka podsunęła mu czarne myśli? Od tamtej pory nie mogłem już skomponować nic nowego. To było tak, jakby każda nuta, którą chciałem zapisać, patrzyła na mnie z pytaniem: „na pewno to wszystko dobrze przemyślałeś?”.

Wielu ludzi myśli, że trzeba w życiu być kimś znacznym, móc kreować rzeczywistość. Ja staram się tego unikać. Moim sposobem na życie jest nie robić różnicy, zmieniać jak najmniej. Zacząłem podróżować po świecie, bo bez komponowania nudziło mi się w jednym miejscu. Muzyki nie chciałem porzucać, zresztą z czegoś musiałem żyć. Od tamtej pory jeżdżę z kąta w kąt i gram na ulicach. Staram się nie rzucać w oczy. Ale w tobie zobaczyłem coś, co ja miałem dawno temu, taką iskrę rewolucjonisty. Dlatego wziąłem cię tutaj i opowiedziałem to wszystko. A teraz bywaj, pora na mnie. - i mężczyzna wyszedł, zostawiając mnie z mnóstwem myśli do przetrawienia i z rachunkiem za nas obu do uregulowania.

Kiedy wróciłem do domu, postanowiłem opisać całą tę dziwną sytuację. Jestem dziennikarzem i ta historia pasowała jak ulał do mojej rubryki. Jednak stało się coś dziwnego. Kiedy zacząłem pisać, wydawało mi się, że każda literka, którą stawiam, patrzy na mnie z pytaniem: „na pewno to wszystko dobrze przemyślałeś?”.

KONIEC

1 komentarz:

  1. Dawno już nie zaglądałem na Twojego bloga. Ta miniaturka jak zwykle u Ciebie zgrabna, trochę tajemnicza i z puentą. Pisz dalej. Tata

    OdpowiedzUsuń