niedziela, 6 lutego 2011

Z sennych przygód Pana Staszka, część druga.

Nazywam się Stanisław i jestem pasterzem snów (jakkolwiek by to nie brzmiało). W pracy miałem kilka krytycznych momentów, które na stałe zapisały się w mojej pamięci. Pierwszym była chwila, w której dowiedziałem się, że jestem, cóż... Martwy. Przynajmniej cieleśnie. Drugim, kiedy po wielu ciężkich snach odkryłem, że bycie pasterzem snów przypomina bardziej czyściec, niż niebo.

Nie zrozumcie mnie źle, nieraz jest naprawdę klawo. Czasami trochę nudno. Na przykład ostatnio trafiłem do snu kibica formuły pierwszej. Już za życia nie widziałem nic fascynującego w oglądaniu wyścigów, a co dopiero śnieniu o nich. Albo sny kobiet, są jeszcze bardziej niezrozumiałe, niż same kobiety.

Moja praca polega na pilnowaniu, aby nikt nie zaczął śnić za bardzo, bo wtedy naprawdę trudno się obudzić. Jak można się domyśleć, takich problemów nie mają ludzie umysłowo stabilni, towarzyszą one raczej tym, którzy już na jawie psychicznie odbiegają od normy. A ich sny bywają bardzo dziwne.

Widzicie, nasze sny, choćby najbardziej pokręcone, nam zdają się być całkiem logiczne. Za to cudze sny, nawet te najzwyczajniejsze, są zawsze przynajmniej trochę niepokojące. Pewnego razu trafiłem do człowieka, który swoje życie na jawie spędzał w zakładzie dla obłąkanych, całkiem zresztą słusznie. Sceneria, którą wyśnił, była po prostu przerażająca. Ciasne korytarze nieskończonego labiryntu, których ściany, sufit i podłoga, pokryte były krwią. Cały czas w powietrzu rozlegały się gorączkowe szepty, czy ciche chichoty. Szedłem przed siebie, w cudzym śnie lepiej nie stać nigdy w miejscu, wtedy dostrzega się wszystkie jego niespójności, a od tego boli głowa. Co jakiś czas mijałem drzwi, wtedy szmery się nasilały, czasem rozlegał się obłąkańczy śmiech.

W końcu dotarłem do jednych, które były otwarte, a za nimi było podejrzanie cicho. Kiedy zajrzałem do środka, ujrzałem w końcu gospodarza tego koszmaru, małego łysego człowieczka, który siedział w kącie pomieszczenia i podejrzliwie na mnie zerkał.

- Nie bój się - powiedziałem - Jestem tutaj, żeby Ci pomóc.
- Być może, ale ja nie jestem tutaj, żebyś mi pomagał - odparł tamten i utkwił wzrok w podłodze, starając się całkowicie mnie ignorować. Wtedy zobaczyłem, że sceneria zamieniła się, stałem teraz na ciemnej łące, oświetlonej światłem gwiazd i księżyca, który miał dwoje wielkich oczu - jednym łypał na mnie, drugim wodził po niebie. Mały człowieczek widząc, że przez chwilę nie zwracam na niego uwagi, zaczął uciekać. Kiedy już miałem ruszyć za nim, ktoś złapał mnie za ramię, pytając:

-Nie chcę być nieuprzejma, ale co pan tu robi?
Odwróciłem się niepewnie i zobaczyłem niską kobietę, z gęstą rudą czupryną. Trochę mnie to przestraszyło. Musicie wiedzieć, że pasterzy widzą tylko gospodarze snu, osoby przez nich wyśnione po prostu nas ignorują. Dlatego w pierwszej chwili pomyślałem, że mam do czynienia z koleżanką po fachu.

- Co ja tu robię? Jestem w pracy, pytanie powinno brzmieć: "co pani robi w moim przydziale?" - kobieta wydawała się być mocno zdziwiona kiedy to powiedziałem.
- W pana przydziale? A kim pan jest? Co do mnie, to próbuję złapać tego małego skurczybyka, znowu ukradł mój wiersz!

Teraz należałoby wspomnieć, że wystrój snu znowu się zmienił. Teraz byliśmy w dużym pokoju jadalnym i siedzieliśmy po dwóch przeciwnych stronach okrągłego stołu, tak że musieliśmy krzyczeć, żeby cokolwiek słyszeć.

-Ukradł wiersz? To faktycznie bardzo nie ładnie z jego strony - powiedziałem niepewnie, bo wciąż nie wiedziałem co się dzieje - Zabrał go pani z biurka? - ponieważ byłem nieco zagubiony, powiedziałem pierwszą lepszą rzecz, jaka mi przyszła do głowy.
-Z biurka? Nie, jeszcze go nie napisałam. Ale kiedy go pomyślałam, to on bezczelnie podszedł i go wyrecytował, tak jakby to był jego wiersz. A potem czmychnął - kobieta mówiąc to, wstała od stołu i podeszła bliżej mnie. Wtedy dopiero zobaczyłem jak niezwykle jest podobna do małego człowieczka, którego spotkałem na początku. "No pięknie" - pomyślałem, kiedy powoli zacząłem rozumieć sytuację.

Ponieważ miałem już serdecznie dosyć tego dziwnego snu, postanowiłem wybudzić kobietę. Można to zrobić na kilka sposobów, niektóre są bardzo wysublimowane, inne mniej. Ja już straciłem cierpliwość, więc po prostu wyjąłem latarkę, specjalnie przeznaczoną do tego celu i zaświeciłem prosto w oczy temu małemu rudzielcowi. To zawsze sprawia, że ludzie odruchowo zaczynają mrugać, nie tylko we śnie, ale i w rzeczywistości, co zazwyczaj ich budzi. I faktycznie, kobieta już po chwili rozpłynęła się w powietrzu, ale sen nie zniknął razem z nią, co powinien uczynić.

Znowu stałem w ciasnych korytarzach pokrytych krwią. Słysząc te wszystkie szepty i chichoty, zatęskniłem za wielką sypialnią. Szedłem przed siebie, mijając zamknięte drzwi, kiedy nagle zobaczyłem przed sobą człowieka, jednak nie niskiego jak gospodarz snu. Był tak rosły, że głową niemalże haczył o sufit. Miał na sobie szlachecki kontusz, a twarz zdobiły mu krzaczaste wąsy.

- Witaj, bracie Stanisławie! - powiedział tubalnym głosem, aż po korytarzach poszło echo, a szepty na chwilę ucichły, jakby trochę zdziwione.
- Witaj, bracie Janie. Mogę spytać, co ty tutaj robisz?
- Oczywiście. Przyszedłem Cię zastąpić. Przez pomyłkę przydzielili Ci niezłego wariata, zdecydowanie nie dla początkującego pasterza, jak ty.
- Tak, tak, już wszystko sam odkryłem. Rozdwojenie jaźni. Zresztą już jedną obudziłem. - powiedziałem, żeby podkreślić, że wcale nie jestem takim żółtodziobem.
-Oj, to bardzo źle - jęknął Jan - No trudno, jeszcze to spróbuję naprawić. Teraz bywaj - kiedy to mówił, otworzył drzwi i gestem zaprosił mnie do środka. Było mi głupio, że coś zrobiłem źle, więc bez słowa opuściłem ten dziwny sen.

KONIEC

5 minut do północy, tym razem zdążyłem na czas :). Mam nadzieję, że Wam się spodoba. I do zobaczenia za tydzień.

1 komentarz:

  1. Jak w opowiadaniu o starym kinie zakończenie trochę mnie rozczarowało. Ten pomysł z rozdwojeniem jaźni był kapitalny, ale puenta nie podobała mi się. Napisz ciąg dalszy.
    Pomysł opowiadania trochę jak w "Incepcji". Sny są wdzięcznym tematem, bo można puścić wodze fantazji. Ale mnie np. "Incepcja" uśpiła, była za długa, a sny przecież w pewnym momencie się kończą.

    OdpowiedzUsuń