* * *
Nieliczne promyki światła szukały sobie drogi między żaluzjami, aby oświetlić niewielki, zapuszczony pokój. Podłogę pokrywała ściółka pustych puszek i opakowań po pizzy. Gdzieniegdzie pnącza brudnych ubrań obrastały poręcze krzeseł. Pod jedną ze ścian, na podniszczonym tapczanie leżał zaniedbany przedstawiciel miejscowej fauny. Jeden ze zbłąkanych promyków padł na jego twarz, pokrytą kilkudniowym zarostem i tak długo wodził mu po oczach, aż te się otworzyły.
Postać podniosła się powoli i usiadła podpierając głowę rękoma, po czym spędziła w tej pozycji tyle czasu, że narrator zdążył zaparzyć sobie herbatę (która swoją drogą przydała by się także bohaterowi). Kiedy w końcu mężczyzna zdecydował się unieść twarz, promyki słońca, coraz mniej nieśmiałe, pokazały jak żałosny reprezentował gatunek człowieka.
Zlepione strąki włosów opadały na brudne czoło, oczy miał zaczerwienione od braku snu i nadmiaru łez. Pomięte ubrania ozdobione mozajką plam barwy wszelakiej. Jego ręka powoli ruszyła w kierunku zawalonego stolika, w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby ugasić pragnienie, a z nim palący ból w skroniach. Zamiast tego palce trafiły na coś nieoczekiwanego. Gładka powierzchnia książki. Mężczyzna podniósł ją do oczu. Na białej okładce widniał człowiek, którego twarz wyrażała, że osiągnął w życiu wszystko, czego tylko spróbował. Jego palec celował w patrzącego, a nad jego głową widniał napis: Tobie też, może się udać!
Była to jedna z tych książek motywacyjnych, których teraz wszędzie mnóstwo. Nasz bohater (w tym przypadku to określenie ma jednocześnie wydźwięk komiczny, jak i tragiczny zarazem) dostał ją od przejętego jego losem znajomego. Ponieważ chłopak nie miał nic lepszego do roboty, podniósł okładkę i spojrzał na stronę tytułową, gdzie wielkimi literami napisano hasło wiodące lektury: "żyj tak, abyś się nie wstydził swojego odbicia w lustrze!".
- Jasne... Co za gówno – rzucił górnolotnie mężczyzna, po czym równie górnolotnie postąpił z książką. Powoli podniósł się na nogi i przez chwilę kiwał się w przód i w tył, przypominając sobie zasady ziemskiej grawitacji. Kiedy już był prawie pewny, że się nie przewróci, poszedł do kuchni, w poszukiwaniu czegoś do picia. W korytarzu mijał lustro, a więc, przypomniawszy sobie mądre słowa z książki, przyjrzał się swemu odbiciu.
- No faktycznie, nie ma się czym szczycić – powiedział do siebie, co robił ostatnio dosyć często.
- Ty się nie masz czym szczycić? A co ja mam powiedzieć, hę? - odpowiedziało jego odbicie z marsową miną. Chłopak w pierwszej chwili nie był wcale zdziwiony, jednak tylko przez to, że wieczorne otumanienie alkoholem jeszcze nie w pełni minęło. Jednak w drugiej chwili zdziwił się bardzo.
-No i co się gapisz? Jakby było na co patrzeć. Umyłbyś się chociaż.
Nasz niechluj przyglądając się sobie, pomyślał, że to nie jest taki zły pomysł. Udał się więc do łazienki. Kiedy wyszedł spod prysznica, spojrzał w lustro nad umywalką. Jego odbicie przyjżało mu się krytycznie, po czym rzuciło pod nosem:
- Jeszcze byś się ogolił i zacząłbyś przypominać człowieka. - a chłopak pomyślał, że w sumie, to czemu nie, już i tak zrobił więcej niż zakładał wstając.
Od tamtej pory w jego życiu wiele się zmieniło. Metodą małych kroków doprowadził do stanu używalności najpierw siebie, potem swoje mieszkanie. Znalazł pracę, odświeżył przyjaźnie. I kiedy z jednym z tych starych znajomych siedział sobie w kawiarni, zawiązał się między nimi taki oto dialog.
- Skąd ta zmiana w tobie? Kiedy Aśka cię rzuciła, to wydawało się, że już nic ci nie pomoże.
- Pamiętasz tą książkę, którą mi dałeś? Naprawdę działa, chociaż zinterpretowałem ją trochę na własny sposób – a w myślach dodał: "żyć tak, aby twoje odbicie w lustrze, nie wstydziło się ciebie".
* * *
Przy barze siedziało dwóch mężczyzn w średnim wieku i właśnie dopijali kolejne piwo. W końcu jeden z nich powiedział:
-No, nie powiem, opowiastka w porządku. Nie rozumiem tylko, czemu nie możesz nigdy przy piwku opowiedzieć niczego, nie reklamując przy okazji swojej ksiażki. Weź wyluzuj...
KONIEC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz