czwartek, 20 stycznia 2011

Hmm... Środowy? przegląd staroci nr VI

W sesyjnym klimacie zapomniałem wczoraj o blogu. Tak więc dzisiaj to rekompensuję. To już ostatnie opowiadanie ze starego bloga, więc środowe posty na razie chyba pójdą w niebyt, bo dwóch opowiadań tygodniowo nie będę pisał. Niemniej przyjemnej lektury.


 Pociąg relacji Kraków – Kołobrzeg sunął po torach. Otwarte okno na korytarzu powodowało przeciąg. Nieprzyjemny jazgot maszyny jadącej po nierównych torach wbijał się w uszy. Wielokrotnie jechałam tą trasą, z Warszawy do rodzinnego Koszalina, można by powiedzieć, że te podróże już mi spowszedniały. Jednak sytuacja, zmuszająca do siedzenia w bezruchu, wciąż mnie bardzo irytowała. Próbowałam trochę popracować na notebooku, ale gdzieś za stolicą do przedziału obok wsiedli bardzo głośni pasażerowie, skutecznie mnie rozpraszając. Do tego zapomniałam naładować baterię i wysiadła mi gdzieś w okolicach Mławy.

W moim przedziale siedziało jeszcze dwóch młodych chłopaków. Jeden z nich pił piwo, zresztą był już wyraźnie napruty i niepewnie trzymana puszka wypadła mu z ręki. Całe szczęście już większość wypił, ale i tak reszta wylała się na podłogę, rozsiewając po przedziale okropną woń taniego, mocnego browara. Drugi trochę czytał, co chwilę wychodził i przechadzał się po korytarzu. Nawet w końcu chwilę pogadaliśmy. Zresztą trochę dziwny był. Dużo mówił o starej muzyce, literaturze, filmach, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Chyba prowadził zupełnie inny tryb życia niż ja – nie umiał zrozumieć tego jak potrzebuję być w ciągłym ruchu. Praca, zabawa, znajomi – życie! A on uważał, że podróż pociągami jest fajna, bo daje dużo czasu na refleksję. No cóż, są ludzie i ludziska. Obaj wysiedli w Gdańsku.

Jestem już mocno wkurzona, sama w śmierdzącym przedziale, sąsiedzi obok kłócą się o coś zawzięcie, a ja nie mam co ze sobą zrobić. O, Wejherowo, no to git, jeszcze tylko 2 i pół godzinki. Jak ja tego nie znoszę! Nawet nie ma się na co pogapić przez okno, bo same zabite dechami wsie mijamy, wszędzie tak ciemno i ponuro. Godzina 4:32.

Jadę już nie wiadomo który raz tym pociągiem, ale jak zawsze trochę się boję. Bo nie wiadomo co za typy mogą się kręcić po nocnach. Kurcze, co mi tak buczy w uszach? Sąsiedzi z boku nagle umilkli... I pociąg też... Cicho, ale przecież widzę, że jedzie... Może ktoś zamknął okno na korytarzu, kurde, aż sprawdzę.

Wychodzę na korytarz, trochę już przestraszona, okna rzeczywiście wszystkie zamknięte. Zajrzę do sąsiedniego przedziału, może sobie coś zrobili, dlatego są tak cicho. Zaciągnięte zasłonki, zgaszone światło, nic nie widać. OK, wracam do siebie.
Dziwne, zasuwałam drzwi wychodząc? Kurde, kto to wymyślił tak mocno trzymają, w ogóle się nie da otworzyć. No ej, mocniej już nie mogę ciągnąć! I jeszcze te lampy mrugają, co za badziewie. No i super, w końcu się otworzyły, a ja poleciałam jak głupia na ziemię. Dobra, nieważne, wchodzę do przedziału. A to światło miga. Zgasło! K... Nic nie widać! I tak cicho wszędzie. Jedzie jeszcze ten pociąg, czy nie jedzie? Otworzę okno, jak jedzie, to będzie przeciąg. Okno też zacięte? Za Chiny nie otworzę. Dość tego, idę do konduktora. Ałć, walnęłam głową w drzwi! Przecież ich nie zamykałam. O co k... chodzi? Ej, co to za szelest? Jest tu kto? Halo!!!.......

Później mówili, że to jacyś mordercy i zboczeńcy. Ciała dziewczyny nigdy nie odnaleziono. Jaka jest prawda, tego nikt nawet się nie domyślał.
KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz