niedziela, 23 stycznia 2011

Śpij...

Jakoś znowu opowiadanie wyszło mi w sennej tematyce. Może po prostu potrzebuję więcej snu :). Miłej lektury.

* * *

Powroty często bywają trudne. Szczególnie powroty w miejsca znane nam z dzieciństwa. Doskonale wiedział to mężczyzna, który stał na szczycie małego wzgórka, patrząc w dal. Kiedy był dzieckiem często stał w tym miejscu, spoglądając w dół, na spokojną taflę jeziora, prześwitującą między gałęziami niskich drzew. Dalej, za jeziorem stał samotny dom, za nim leżały pola i łąki. Teraz wszystko zasłoniły drzewa.

Wiatr zerwał mu z głowy kaptur, ukazując starczą twarz, starannie ogoloną, pooraną bruzdami zmarszczek. Duży, orli nos stanowił oparcie dla okrągłych okularów, za którymi szkliły się wzruszone oczy. Minęło czterdzieści lat odkąd ostatni raz stał na tym miejscu. Starzec zarzucił na głowę kaptur, poprawił płaszcz chroniąc się przed wiatrem i wszedł między drzewa.

Chwilę później stał przed wysoką bramą, dawniej zawsze zamkniętą, teraz otwartą na oścież. Zardzewiałe zawiasy świadczyły o tym, że nikt nie zamykał jej od bardzo dawna. Za nią między krzakami wiła się wąska ścieżynka, niegdyś dość szeroka, by jechał nią wóz, teraz tak zarośnięta, że starzec z trudem szedł do przodu. Gdzieniegdzie w zaroślach błyskał jakiś metalowy przedmiot, czy butelka, ślady po mieszkających tu dawniej ludziach. Nagle wydało mu się, że słyszy gdzieś w zaroślach śmiech i tupot dziecięcych nóżek. Kiedy się odwrócił w tamtym kierunku nie zobaczył jednak nic. Chociaż spodziewał się tego, jego serce ukuło zimne ostrze zawodu.
- Nie drwij ze mnie, Wietrze – rzucił pod nosem i ruszył dalej.

Ścieżka prowadziła pod ścianę okazałego domu. Zszarzała cegła niemalże całkiem skryła się za liśćmi bluszczu. Starzec wyciągnął spod płaszcza długi nóż i zaczął ciąć pędy, szukając wejścia. W końcu jego oczom ukazały się stare, drewniane drzwi. Nie były zamknięte, wszedł więc bez przeszkód do środka.

Przywitał go półmrok, tak że musiał chwilę stać, zanim jego oczy zaczęły odróżniać kształty. Pomieszczenie było nieduże, podłużne, nisko sklepiony sufit wyglądał jakby mógł runąć w każdej chwili, w jednej ścianie były drzwi, pod druga stały schody. Wszystko w środku pokryte było grubą warstwą kurzu. Powietrze było ciężkie, każdy oddech przychodził trudno, tak jakby niósł ze sobą oprócz tlenu wiele starych wspomnień.

Kiedy już wzrok starca przyzwyczaił się do ciemności, zaczął dostrzegać różne rzeczy, z których każda zawierała kawałek historii. Widział stół i zdawało mu się, jakby jeszcze wczoraj siedział za nim przy posiłku, śmiejąc się głośno z wesołej opowieści. Szafę, w której zawsze schowane były ciastka, przez które tyle razy z niej spadł na ziemię jako dziecko. Kominek, w który tyle razy zapatrzony, po prostu siedział i myślał. Wszystko teraz wydawało się stare, suche i zniszczone jak on sam. Starzec opadł na krzesło i chowając twarz w dłoniach, cicho załkał.

Kiedy już się uspokoił, wytarł rękawem oczy i wszedł schodami na piętro. Stały tam pod ścianami łóżka. Na każdym z nich leżał w ubraniu szkielet człowieka, w sumie pięć ciał.

-Wszyscy już są – wyszeptał mężczyzna i ugięły się pod nim kolana, przez co z trudem ustał. Podszedł po kolei do każdego łóżka i patrzył na kości, które dawniej pokryte ciałem były jego najlepszymi przyjaciółmi.
W końcu stanął nad ostatnim łóżkiem, pustym. Przeznaczonym dla niego. Spoglądał na nie nieufnie, jakby głęboko się zastanawiając.

- Czyli to jest koniec? Już nic więcej mnie nie czeka? - słowa sączyły się wolno z jego ust, jak ostatnie krople wina z butelki.

Westchnął głośno, a błysk w oku świadczył o podjętej decyzji. Położył się na łóżku i chwilę jeszcze wodził wzrokiem po pochyłym sklepieniu, ale w końcu zamknął oczy. Kiedy tylko to zrobił, wydało mu się, że na jego starej dłoni ktoś położył drugą, młodą i ciepłą, a do jego uszu doleciał miękki, dziecięcy głosik.

– Śpij, nie bój się. Nie jesteś sam.

Starzec odetchnął głęboko, już ostatni raz.

* * *

Młody chłopczyk podniósł się z krzykiem z łózka. Dookoła budziły się inne dzieci, patrząc na niego i pytając co się stało.

- Miałem bardzo dziwny sen – powiedział, jego głos zabrzmiał dźwięcznie, dziecięco, a on zdziwił się trochę, jakby spodziewał się usłyszeć coś innego. Jedno z dzieci, dziewczynka, podeszła do niego i złapała go za rękę, swoją młodą, ciepłą dłonią.

– Śpij, nie bój się. Nie jesteś sam - chłopiec z powrotem położył się i zamknął oczy. Nie wiedział tylko dlaczego te słowa ciągle dźwięczały mu w głowie, raz po raz, wzbudzając w nim jakiś dziwny niepokój. Jakby wspomnienie, ale bardzo nie wyraźne.

– Nie bój się. Nie jesteś sam – wyszeptał do siebie i zasnął.

KONIEC

To by było tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że się wam podoba. Zapraszam prawdopodobnie dopiero za tydzień, bo raczej nic w środę nowego nie napiszę, raz, że sesja ciągle w toku, a dwa że w czwartek gramy na Musical Youth 2 :).
I taka moja małą prośba. Widzę, że moi kochani bracia intensywnie reklamują mojego bloga. Stąd ostatnio pojawiła się w mojej głowie myśl, żeby każdy, kto regularnie czyta com napisał, wysłał linka do bloga np. dwóm znajomym. Możecie? Na pewno duża liczba odwiedzin zmotywuje mnie do regularnego pisania jeszcze bardziej.
Tak więc z góry Wam dziękuję (btw. ten zwrot to chyba najpowszechniejsza manipulacja ;) ) i życzę miłego wieczoru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz