Postanowiłem wznowić działalność blogerską, pod wpływem (nie)licznych nacisków ze strony znajomych i rodziny. Tak więc dobra wiadomość dla wszystkich, którzy lubili przeczytać co tam nowego wystukałem na klawiaturze, zła dla mojego lenistwa, z którym będę walczył - postaram się raz w tygodniu zamieszczać nowe opowiadanie (powiedzmy, co niedzielę wieczorem). Tak więc miłej lektury i trzymajcie za mnie kciuki. Jak się Wam spodoba, to dajcie znać znajomym, może oni też to polubią.
Na początek opowiadanko, które spoczywało w przepastnych czeluściach mojego dysku twardego już jakieś pół roku.
*****
WSTĘP
Obudziły mnie wściekłe krzyki. Cienkie ściany starych bloków są już chyba sławne z tego, że zatrzymują dźwięki z równą łatwością, jak sitko wodę. Nie potrzebowałem telewizji, żeby codziennie być słuchaczem jakiejś mydlanej opery. Myślę, że mógłbym o swoic sąsiadach powiedzieć równie dużo, co oni sami.
Tak więc jeszcze zanim rozbudziłem się do końca, wiedziałem już o co chodzi. Sąsiad Rysiek nie wrócił w nocy do domu i teraz jego żona Frania suszy mu głowę (i przy okazji wszystkim dookoła). Zresztą jest to zbędne, bo znając sąsiada już go suszy wystarczająco.
Zegarek wyświetlał za pięć siódmą, więc doszedłem do wniosku, że dalsze spanie tylko mnie bardziej zmęczy. Szybko doprowadziłem się do stanu używalności i zrobiłem sobie śniadanie, które zjadłem przeglądając jakieś głupie strony w internecie. Kiedy zegarek wskazał ósmą, ubrałem się i wyszedłem do pracy.
W windzie spotkałem się z sąsiadem z góry, Andrzejem. Wielki facet, z długimi kudłami, w czarnych ciuchach i o posępnym spojrzeniu. Zawsze dziwiło mnie, jak wysoki ma głos, ale jakiś instynkt bronił mnie przed wyrażeniem tego głośno. Andrzej lubił szlifować nowe gitarowe riffy o czwartej nad ranem, ale szczerze wolę to od coniedzielnych atrakcji serwowanych przez Mietka, który wsiadł piętro niżej. Mianowicie ten czterdziestoletni stoczniowiec uwielbiał leczyć posobotniego kaca przy disco-relax puszczanym ze starych kaset. Mimo to, wymieniliśmy wszyscy trzej uściski dłoni, pytając jak zdrówko, pewnie w nadzieji, że usłyszymy: "nienajlepiej".
Oto już jestem na dole i siadam za kierownicą swojego dużego fiata. Lubię ten samochód prawie tak bardzo jak swoich sąsiadów. Ale zdecydowanie wolę jechać nim, niż czekać na autobus.
Dojazd do pracy zajmuje mi dziesięć minut. Jest to czas wystarczający, żeby znienawidzić swoje auto, swoich rodaków za to jak jeżdżą, oraz wejść w stan szczerego podziwu dlatego jak bujny jest mój język.
W pracy szef od wejścia częstuje mnie motywacyjną gadką, o tym, że do niczego się nie nadaję. Nie zwracam na to uwagi, tak jak nie zauważa się szczekania psów na wsi. Siadam do swojego biurka i przeglądam zlecenia na dziś.
Hmm... spójrzmy: polityk, duża kasa, ale ryzykowne; jakaś nowa gwiazdka, nuda i mało płacą; prezenter telewizji, to coś dla mnie. Sprawdzam szczegóły zlecenia. Kiedy wiem już wszystko, pakuję sprzęt i niespiesznie zbieram się do wyjścia. Jeszcze gadka-szmatka z Jurkiem przy automacie do kawy, trochę flirtu z sekretarką i mogę już iść.
Przyczaiłem się w krzakach, 100 metrów od drzwi domu, w którym znajduje się "cel". Złożyłem dokładnie sprzęt, wymierzyłem lunetę, dostroiłem ostrość. Ustawiłem wszystko na statywie, żeby nie męczyć rąk i zostało mi tylko czekać.
I oto drzwi się otwierają, pojawia się w nich najpierw ładna dziewczyna,jakieś 20 lat, za nią pojawia się słynny z publicznych wiadomości Tomasz, od dziesięciu lat żonaty z równie sławną Hanią. A więc informator miał rację, w końcu. Chwytam szybko za spust, celuję...
ROZWINIĘCIE A
Ładny kadr i zdjęcie. Wyszło pięknie, nawet nie trzeba będzie nic dodawać w photoshopie. Artykuł na pierwszą stronę gotowy! Tomasz zdradza Hanię, a ja na tym nieźle zarobię. Podczas gdy pakuję sprzęt, niczego nieświadoma para przeciąga chwilę pożegnania. Ale mi to lata, praca zrobiona, czas wracać. Plan na dzisiaj - upić się do nieprzytomności!
Jacek, 24 lata, paparazzi.
ROZWINIĘCIE B
Tłumik na lufie skutecznie zniwelował huk wystrzału, tak, że nikt nie był w stanie powiedzieć, skąd nadleciał pocisk. Młoda dziewczyna zaniosła się krzykiem, gdy jej kochanek powoli osunął się na ziemię. Nie mam czasu na obserwowanie, muszę szybko spakować karabin i w nogi. Za jakieś pięć minut przyjedzie radiowóz, to dość czasu, żeby swoim niepozornym autem oddalić się na bezpieczną odległość. Dzisiaj w nocy, znowu nie zasnę, taki zawód, przynajmniej dobrze płacą. Znowu będzie trzeba upić się do nieprzytomności...
Marcin, 32 lata, płatny morderca.
ROZWINIĘCIE C
Czekam, aż się pocałują na pożegnanie. Gdy tylko zbliżają twarze robię zdjęcie. Pani Hania potrzebuje dobrych dowodów, więc je dostanie. Pakuję sprzęt i niespiesznie wracam do biura. Przynajmniej tym razem zlecenie się powiodło. W sumie szkoda, zawsze lepiej, kiedy zdrada jest tylko wymysłem zleceniodawcy. Nie ma co się teraz zastanawiać, póżniej w pubie będzie można pogadać.
Kazik, 40 lat, detektyw.
KONIEC
To tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że się podobało.
mi najbardziej podoba się opcja A a szczególnie zdanie "Plan na dzisiaj - upić się do nieprzytomności!"
OdpowiedzUsuń(dominika)
Wiesz, Dżony, że jestem fanem Twoich opowiadań. Przesyłaj nowe :)
OdpowiedzUsuńS
Wiem Steve :). Dzisiaj wieczorem zgodnie z obietnicą będzie nowy tekst, a także niespodzianka, więc radzę śledzić :). BTW. Róbcie reklamę, nic tak nie motywuje jak świadomość, że to czyta więcej niż 5 osób :)
OdpowiedzUsuń