środa, 15 grudnia 2010

Środowy przegląd staroci II

W dzisiejszym przeglądzie opowiadanie chyba silnie inspirowane jakąś książką Terry'ego Pratchetta :). Enjoy



 Sobota, wczesny ranek. Człowiek zdecydował się spróbować jeszcze raz. Wziął głęboki oddech, co jedynie sprawiło ból w potłuczonej klatce piersiowej. Zebrał się w sobie, zacisnął pięści i wytężył wszystkie siły. Udało się- zaropiałe powieki z wolna się otworzyły. Bezlitosne światło wdarło się do oczu potęgując kłujący ból w czaszce. Po paru chwilach zbierania sił spróbował wstać z ławki, na której najwidoczniej spędził noc, chociaż nie był tego pewien. Kiedy już leżał na ziemi, uznał, że jeszcze przez chwilę nie musi wstawać.

Kiedy w końcu udało mu się wstać i utrzymać równowagę, rozejrzał się po okolicy. "Hmm... To niepokojące"- uznał. Nie spodziewał się zobaczyć trawiastej równiny po horyzont, nie zmąconej żadnym krzakiem, czy budynkiem. "To prawdziwie niepokojące"- spróbował powiedzieć na głos. Nazwać to, co wydobyło się z jego krtani charkotem, byłoby obrazą dla wszystkich charczących. Gardło paliło go niemiłosiernie. Człowiek jeszcze nigdy nie był świadomy, że składa się z tylu małych elementów... Teraz każdy przypominał mu o swojej obecności nieznośnym bólem.

Nagle zobaczył coś w oddali. Niewyraźny kształt majaczył na horyzoncie. Człowiek ruszył w jego kierunku. Po marszu trwającym wieczność udało mu się zidentyfikować kształt jako nieduży budynek z szyldem. Człowiek szedł i szedł w jego kierunku. I trwało to naprawdę bardzo długo. Jednak w końcu udało mu się, dotarł. Na szyldzie widniały litery "DS nr 2". Człowiek przekroczył próg.

Intensywne światło oślepiło go. Słyszał jak ktoś krzyczy w pobliżu. Stopniowo zaczynał rozpoznawać słowa...

-Lutek! Obudź się! Wstawaj! Hej, Lutek!
Lutek otworzył oczy i podniósł głowę z lepkiego blatu. Obok niego leżały puste butelki po widaomych płynach. Brzmiała głośna muzyka i gwar rozmów. Lutek roztarł oczy i spojrzał w górę na uśmiechnięte twarze kolegów.
-No, patrz, jednak żyjesz...- dalszy ciąg wypowiedzi umknął rozkojarzonemu Lutkowi. Jego koledzy wybuchnęli śmiechem i poszli sobie. Lutek spróbował wstać, ale zaraz grawitacja przypomniała o sobie, więc spowrotem usiadł. Bardzo chciało mu się pić. Spojrzał na butelki na stole. No cóż, skoro nie ma nic innego...


Człowiek zdecydował się otworzyć oczy... Jednak po chwili namysłu zrezygnował. "Co mi tam, śpię dalej"


KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz