środa, 22 grudnia 2010

Środowy przegląd staroci III

W dzisiejszym odcinku odgrzewania kotletów będzie taki dziwny twór, który nazwałem "4x to samo", co jest dosyć mylne chyba. W ogóle to o czym piszę, rzadko jest tym, czym się jawi na początku ;) (żart filozoficzny - na tym polega ten fenomen, że widać nie to, co się jawi :D).



***
To był wspaniały bal. Hanna wirowała przez rozległe hole silnie trzymając swojego partnera. Z pozoru sztywny jak tyczka, ale jak tańcuje! Chociaż mogłoby się to wydawać trochę niewłaściwe, to jednak pantofle pewnie trzymały się stóp i nie wyglądało na to, żeby jeden miał się gdzieś zgubić. Tak, to jest życie, wirować w tańcu, wirować bez końca! Jednak cóż to? Wybija godzina 18:00, rozlega się dźwięk dzwonka, ostatni uczniowie wychodzą z sal i udają się do szatni. Pani Hania z lekkim rumieńcem przestaje wirować i już spokojnie dokańcza myć podłogę na korytarzu...

***


***

Na imię mu było Artur, chociaż zwali go Obieżyświatem. Chociaż otulony był podartą, brudną szatą, to jednak w głębi serca kryło się szlachetne serce. Bo Artur wiedział, że jest królem. Ale nie czas teraz na rozmyślanie o tym, musi się skupić na przeżyciu kolejnego dnia w niegościnnym, niewdzięcznym świecie. Kolejny dzień wędrówki... Artur wiedział jednak, że nie może się poddać, musi trwać w poszukiwaniach, bo wie, że osiągnie dzięki nim zamierzony, światły cel... "Chodź, Lancelocie, ostatni z mi wiernych, jedyny druchu i przeyjacielu." Lancelot, jak zwykle milczący, kiwną tylko głową i ruszył za swym seniorem. Artur dostrzegł błysk, wiedział, że znalazł to czego szukał! Oto pięknie błyszczący arkusz blachy! Artur, powszechnie zwany Edziem, wciągnął blachę na swój graciany wózek, i powędrował dalej, by uzbierać dość złomu, aby móc uhonorować dzień butelką taniego wina. Wyliniały kundel Lancelot poczłapał w milczeniu za nim.

***


***

"Słuchajcie, bracia", krzyknął prorok. "Dziś wypełniło się to, o czym mówili nam wielcy wizjonerzy dawnych czasów! Stał się cud, nad wszystkie inne cuda, a jeśli ktoś słowom mym nie wierzy, niech spojrzy i dotknie, i uwierzy swym oczom i swym dłoniom! Oto jest zbawca, ten który przychodzi, aby pozbawić was największego z waszych zmartwień i tylko w nim doznacie ukojenia codziennego znoju! Oto jest najnowszy robot kuchenny, siedemdziesiąt siedem w jednym, który sprawi, że zaczniesz żyć lepiej!" Heniek perorował tak bez końca, a jego stoisko mijały obojętne tłumy.

***


***

Był stwórcą. Uczynił gest i ciemność stała się jasnością. Różne kształty formowały się pod jego dłońmi, a widział, że są one dobre. I stworzył on człowieka i uczynił jego historię. Potrzebował tylko kilku zdań. Spojrzał na swe dzieło i zamyślił się... Po dłuższej chwili uruchomił się wygaszacz ekranu. Janek, recepcjonista na nocnej zmianie, poruszył po raz kolejny myszką, aby ciemność monitora stała się jasnością. I opisywał obrazy, które stawały mu przed oczami, a spoglądając na swoje dzieło kiwał z zadowoleniem głową. "Dobre, dobre. Ale jak to zakończyć?"

***  
KONIEC

Smakowało? ;) Przy okazji wszystkiego najlepszego z okazji zbliżających się świąt. No i do zobaczenia w niedzielę ;)

1 komentarz:

  1. WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA I DALSZEJ WENY TWÓRCZEJ Z OKAZJI 21 URODZIN I NOWEGO 2011 ROKU!
    TATA

    OdpowiedzUsuń