Żeby mnie zrozumieć, musi pan najpierw wiedzieć, że zdarzyło mi się kiedyś pracować na nocnej zmianie. I nie było mi łatwo. Z wielu powodów.
Najgorsze było chyba to, że ciagle musiałem się czymś faszerować, żeby w ogóle móc funkcjonować. W nocy energizery, żeby nie zasnąć, nad ranem proszki, żeby zasnąć, ciagle tabletki na ból głowy, oczu itp. I tak codziennie przez pół roku...
No właśnie, a po pół roku mnie wywalili. I znowu nie było mi łatwo. Wylądowałem najpierw na bezrobotnym i przez pierwsze miesiące to się przyzwyczajałem do spania w nocy i wstawania w dzień.
No a potem znalazłem tę pracę jako stróż nocny na cmentarzu. I znowu zacząłem zamieniać się w nafaszerowaną sowę. Odkryłem, że do tabletek usypiających dobrze pasuje kieliszek wódki, od razu człowiek zasypia. A z energizerami też się wódka dobrze komponuje, więc jak pan widzi, znalazłem nową przyjaciółkę.
Ta praca nie była zła, spacer z latarką po cmentarzu na początku był dosyć straszny, ale potem się przyzwyczaiłem. No, do czasu, ale o tym zaraz. Trochę gorzej było w zimie, ale i to da się przeżyć. Dwie pary skarpetek, ciepłe gacie... No i trochę więcej wódki, wie pan, dla zdrowia.
A potem zaczęły się dziać te dziwne rzeczy...
Zaczęło się jakby niewinnie, w czasie obchodów cmentarza. Najpierw zacząłem słyszeć wiatr... Wie pan, tam zawsze wieje, no bo duża przestrzeń, no i świszcze między drzewkami, nagrobkami. Ale tak jest zawsze, więc się tego nie słyszy, przyzwyczajasz się. No a ja nagle zacząłem słyszeć więcej.
Najpierw to ten wiatr tak brzmiał, jakby ktoś wciągał powietrze przez zęby. Trochę się tego bałem, ale wie pan, pracować trzeba. No to zacząłem pić więcej tej wódki, tak na odwagę.
Potem zacząłem rozróżniać słowa. No najpierw pojedyncze i myślałem, że bez sensu. Np. pojedyncze: "wóóóózzzz", czy: "nóóóóóżżżżż". Potem to wszystko się zaczęło składać w całość. Ja starałem się nie słuchać, wie pan, same głosy bez mówiących, to trochę strasznie. Ja się nawet radia boję trochę...
No, a potem to zacząłem ich widywać. Najpierw gdzieś migał jakiś kształt, taki głębszy cień gdzieś pod nagrobkiem. Myślałem, że pewnie wiewórka jakaś, albo kot. No ale one nie mówią. A te cienie mówiły. I szczerze mówiąc, to się przyzwyczaiłem do nich i się już ich nie bałem.
A to je ośmieliło i w końcu mi się jeden pokazał. Taki był niski, uszaty, przy kości. Ale było widać, że taki trup trochę, i brudny, cały w ziemi. I codziennie przychodził i tak się szwendał za mną, ja się nie bałem, bo jakby coś chciał mi zrobić to by pierwszej nocy zrobił.
Potem się zaczęli pojawiać następni i tak razem chodziliśmy na obchody. W sumie to mi raźniej było z nimi, niż samemu. I tak zacząłem z nimi gadać po trochu, no ja do nich bardziej, bo oni to milkliwi byli, tylko to świszczące powietrze i szepty jakieś. I tak od słowa do słowa, to z jednym nawet raz się brudzia napiłem.
Pan mi nie wierzy, ja widzę. Ale to nie koniec jeszcze. Właśnie dziś w nocy było inaczej. Tak szli za mną, ale jakoś inaczej niż zawsze, tacy spięci trochę. To ja się odwracam do nich i pytam o co chodzi. No i wychodzi jeden przed szereg, ten mały z uszami, co mówiłem już o nim. I mówi, że oni są zombi. I że tak czuli, że ja jestem żywy, ale nie byli pewni, bo ja się ich nie bałem, a poza tym to wyglądam prawie jak oni, bo blady taki i z podkrążonymi oczami. Ale dzisiaj wziąłem kanapkę i zjadłem, więc chyba jestem jednak żywy. No i ja stoję jak wryty, i zrozumiałem, że oni nie żaden nóż, czy wóz mówili, tylko: "móóóóózzzg".
I nagle oni wyciągają łapy i przyspieszają w moją stronę. No to ja się obróciłem i w nogi. I wybiegłem z cmentarza, ale się bałem, więc biegłem dalej. I się potknąłem i wpadłem w błoto. Ale dalej się bałem, więc wstałem i pobiegłem dalej. A tu patrzę, rower o ścianę stoi oparty. No to jam na niego wsiadł i dalej uciekałem na nim.
No i tak się rozpędziłem, no i z tego strachu to nie widziałem co przede mną jest. I właśnie dlatego, panie władzo, stuknąłem w ten wasz radiowóz. I dlatego ode mnie wódką czuć i dlatego jestem cały w błocie. Ale już się nie boję. Bo panowie mnie obronicie, macie broń!
KONIEC
Ponieważ mam nadzieję, że tego bloga będą czytać też osoby, które nie znały starego bloga, więc postanowiłem, że co środę będę zamieszczać tutaj opowiadania stamtąd. Więc jak ktoś chce poznać/odświeżyć, to zapraszam w środę.
rower + 50 do zombie
OdpowiedzUsuńprzeczytałam kotu, to są jego klimaty.
(dominika)
Kot w klimatach zombie? No to mam temat na opowiadanie za tydzień ;) Dzięki za komentarz
OdpowiedzUsuń